Zaczerpnięte z Tylko Rock.
Wiersze z lat 1992-94 przesłał marcin J. przy pomocy Mai, a dokładnie jej pięknych dziesięciu paluszkow.
wiatr nie ma nic
tylko święto jaskółki
leć leć
po słońce na dno
po gwiazdy wysoko
po kwiaty na nos
leć po przykrywkę
pod przykrywką
przepaść
Anioł i Wół
Orzeł i Lew
Wołają mnie
Światła w ciemności
wzgórze we mgle
wołają mnie
kara znika
Głody na łące
Archanioł słońca
wołają mnie
ciągle wołają mnie.
Czy aż siedem razy
z porankiem?
Czy aż siedem razy
z południem?
Czy aż siedem razy
ze zmierzchem?
Czy aż siedem razy
przez noc
Czy aż siedem razy?
Siedemdziesiąt siedem
razy
Chodzi Bóg i jego łaska,
wilczy kot.
Postać na wzgórzu
już wie
czym jest życie
anioł śmierci
na drodze
już widział śmierć
ale czy wie co to miłość?
Tak
Chodzi Bóg i jego łaska,
wilczy kot.
Odchodzili
bo za górami
nie wyłonił się lepszy świat
za następnymi
też nie
nie
kurz i pył
strzepnięte na wiatr
możesz mi wierzyć
lub nie
nie
i ta miłość
w ciszy
gdyby nie ptak
nie
nie
nikogo
z okien tego domu
wydobywa się ciemność
i tak piękna muzyka
że wydawać by się mogło
iż w środku
mieszkają aniołowie
tymczasem mieszka tam
dwoje starych ludzi
Mam dziesięć lat
po prawej stronie
wśród mężczyzn
dusza i ciało
i głos
obok innych głosów
aż po fresk Piotra
i niebo
tak niebo
śpiewamy razem
ale moja piosenka
jest piosenką liczb
wydaje się
że nie potrafię rozpalić Tego Ognia
módl się za nami
wydaje się
że nie znam już Tego Słowa
módl się za nami
wydaje się
że zapomniałem Tego Miejsca w Lesie
módl się za nami
wydaje się
że nie potrafię nawet opowiedzieć o Tym Bajki
módl się za nami
ale żyję
i to Musi wystarczyć
módl się za nami wszystkimi
bój się czarnego ognia
bój się go bój
lecz bój powtórzmy:
jabłko
jabko
jabłko
jabko
jabłko
jabko
ko
Niech ktoś rozbudzi
szarą niedzielę
ale jak
trzeba tak
styka, pyka
grdyka, cyka
kara znika
lum
bum bum bum
(to już my)
Stojąc w mroku
stojąc w mroku
do końca życia
do końca śmierci
stojąc w mroku
Wołam w mroku
wołam w mroku
do końca życia
do końca śmierci
wołam w mroku
A Światło świeci
w ciemności
Zupełnie po nic
budzi się ze snu
arkadyjska sielanka
Poranne wstają zorze
Topole idą przez park
a my w nieznane
ciągnąc powłóczyste szaty
kolory nieba
Rzeka płynie do morza
czy ryby jeszcze drżą w oceanie
Wieża modli się za pagórek
rzadki las
i pola
Pieśnią moją jest Pan
zostań tu
i módl się ze mną
za ten szary dzień
Zboże faluje i szumi
zielony okręt
odpływa
mgła opada
anioł
będzie czytać przed Bogiem
ludzki prośby
z papierków
Spóźniony ptak woła przez sen
pamiętam pamiętam
i
zapomnę zapomnę
anioł
czyta przed Bogiem
ludzkie prośby
mgła opada
zwykła rzecz
Kim był osobnik głaszczący psa?
- nieznajomym co jęczy
komu sprawiało to większą przyjemność?
- psu
skąd ta pewność?
- nieznajomy jęczał
czy pies rozumiał jakieś słowa?
- "ludzkość" i inne słowa
o czym marzył pies?
- o pilnowaniu owiec
kim chciał być człowiek?
- pasterzem
czy ludzie mieszkający obok
zbudzili się wreszcie?
- tak
czego słuchali?
- dzwonów
Fragmenty snów
Suną po rozległym niebie
Spójrz
Dzieci mówią
że to latawce
I rzeczywiście wyglądają
Jak latawce
Ale ja wiem
że to sny
A nawet już
Nie sny
Resztki
kochali się na poczcie
a okolica trzęsła się od plotek
w okrągłym okienku
iskierki ich głowy
powinno się ich zmniejszyć jak sądzę
będą sobie świecić
pod paprociami
w jakiejś dali
Delfin tańczy po falach
ze szmaragdu i złota
pamiętaj
tygrys krąży wśród drzew
gdzie lato trwa wiecznie i noc
zawsze przy Tobie
biały ptak na niebie
od dawna
Pamiętam i opłakuję
twarz Aleksandra
i zielony staw.
Nieprzytomny wzrok w bitwie
i oko bez źrenic.
Jasne promienie słońca
wpadają do pokoju
on był szalony
wszyscy to wiedzą.
Pójdę nad rzekę
przyglądać się
jego włosom jak kreda
ale jego tam nie będzie.
Starożytny koń
bez jeźdźca
odbija się
w zielonym stawie.
wesołe miasteczko
dogasa i czeka
na kogoś kto by je
zdmuchnął
koty znowu przyjdą
straszyć drewniane konie
i kamień
uderzy o kamień
okno w pralni
jeszcze się świeci
jesteśmy jednym duchem
i jesteśmy jednym ciałem
Zakamarki
bliżej chóru
i w bocznych nawach
gdzie panował półmrok
Foka!
Tygrys!
Fioletowe i rubinowe
błękitne wiatła
witraży
Foka!
Tygrys!
Nieznośne pragnienie
wejścia do labiryntów
gdzie zdawali się
znikać
Foka!
Tygrys!
Święty Jerzy
którego nie było
a który jest
na chwilę zabija smoka
który jest i był
a dookoła świat
który jest jaki jest
pod niebem czystym
które jest i było
Okradł ojca
dla wyższych celów
ale my przyglądali my się
cudownym, wzburzeniom pożaru
tego domu
niegodni jego tajemnic
W czyste letnie poranki
błękit jego oczu
uciekał na północne
nieba filozofów
bezgranicznie się smucić
Zresztą po co to piszę
w cudownych wzburzeniach pożaru
Latarnia i Cień
Stoją przy Ko ciele
płynie Czas
dziecko szuka na niebie
Gwiazdy Morza
i tego
co pozostało z Raju
Latarnia i Cień
Stoją przy Ko ciele
płynie Czas
Teoretycznie nieśmiertelny
Praktycznie niedorozwinięty
Syn Hermesa
Blady jak duch
Bohater wyszywanek kuchennych
Schodzi ze ścian
I nie ma litości
Wiem, że nigdy się nie zestarzeje
Któregoś lata
Pęknie i zaświszcze
Jak posąg Memnona
proszę
jaki piękny
błękitny połykacz kamieni
ani
kozieł na czole
ani
ogon w rosole
ani
kulka na obrazie
żadna betka
jak
mignął
jak
ryknął
jak
ścichł
horella!
jaki piękny
błękitny połykacz kamieni
czekałem
aż się poruszy
albo zadrży
tyle co nic
powiem
że to był znak
ale to nieprawda
najwyżej
dźwięk dzwonu
nad lasem
nie dając cienia
raz tylko
uszy lisa
Skąd mógł wiedzieć
że mieszka w raju
i nie trzeba stamtąd wychodzić
nawet nie pamiętam jak się nazywał
ale byłem tam
skądinąd wiem
że nie mieszka już w raju
i nie jest już bramkarzem
to nie to samo
ta Twarz
i oko
przypadki (one nie istnieją)
te twoje
i moje
to już nie to samo
bo Duch
wieje przez świat
czy nie widzisz
że Duch wieje przez świat?
Słońce
Aniołowie śpiewają
Kukułka ku
Pies hu
Kukułka ku
Coś szu
Aniołowie śpiewają
Niebo
Chłopcze!
Aniołowie śpiewają
przesłał marcin J.
Bromby nie ma i nie ma
Bromba bul bula so
Brombos lula de lullos
Brombe e duda ze
Brombo bombo bombo
Brombis retis montazema
Bromby nie ma i nie ma
Szlachecki anioł
jak na mój gust
niechcący
na zimę raz
raz raz raz raz
na piec
mistyczne A
tam na pola
do Witkaca
do Wujka raz
jak na mój gust
anielski raz
niechcący
Wujek przyszedł
w letni dzień
masz wodę w kolanie?
będzie wojna
poważnie
będzie wojna
światowa
cap!
tak mówił
a potem
nie strzelił gola
sam na sam
będąc
moja głowa opada
a niebo jaśnieje
wszystkie te słowa
bo Ty nadchodzisz
i Jesteś
któż mi uwierzy
ten język kłamie
ale serce jak delfin
robi salto
przed tobą
łapacze wiatru
trąbią na bój
na swoją śmierć
zanim do dna
zanim do cna
w zatoce półnieba
szczęk
łapacze wiatru
trąbią na bój
na swoją śmierć
dzień ma zanadto
co ma
więc mrugam
zrób to co należy
cztery listki na krzyż
nie zwlekaj
popiele popiołów
prochu prochów
cztery listki na krzyż
teraz
ożyła
słoneczna trawa
czy
te drzewa
i trawy
i wody
i nieba
zachody
i wschody
południa
i strony
ożyły?
po trzykroć
jak ta
słoneczna trawa
do nej
będą gadać
to ma być
prawdziwe życie
stema kurzni do nej
co za
ty przyszły
on przeszły
smutny nauczycielu wiejski
do nej
lekkomyślny bandyto
słowik mówi, że ósma
dziś jestem wiewiórką
powiedział Dżojs
wjeżdżając do Polski
jako noble savage
jutro cały świat
a ja
nie znam się na niczym
jestem wiewiórką
przedwojenną
i na pokaz
to bardzo mało
kończę
Damianek podnosi udko
otworzyłem wszystkie drzwi
i czekałem na Ciebie
mój Panie
już prawie wiem
co można odwlec
już prawie wiem
i czekam na to
co się stanie
gdy przyjdziesz w chwale
tygrysy śpią
to dobrze
ciubaryk
jest piwo
jest
nalać
ile
dwa złote
wylać
ciubaryk
numer bez wiersza.
przesłał marcin J.
wspomniana już dal
pamiętna rozmowa
za dalą dal
daleka
a nad to
zanadto
wiatr w drzewach
i podmiot
i przedmiot
i Gucio i Cezar
na letni deszcz
przelotny widok
blask Boga
zbyt długo
zachodzące słońce
on pić
złoto
ogień
popołudnie
jemu pić
on być
barbarzyńskim dzikiem
sap sap
on iść
w kibini mater
a potem
wielkie pretensje
że on
Lanek
kraść
nieistniejące potwory
debilne pozory
już
osiołek i świnka
pozory, potwory
nieistniejące
już
cóż
czarny sygnalisto
już, już
piękny piękny
pięknoręki
anioł śmierci
zaprzeczacz
lecą anioły
ognia i wody
esy floresy
z głowami węża
ancykrysy
przelotne deszcze
rozczochrane
duchy na wietrze
piękny piękny
pięknoręki
anioł męki
zaprzeczacz
Raz mi jeden
potakiwacz
zrobić zdjęcie
nieprawdziwe
raz mi jeden
bałamutnik
zrobić zdjęcie
nieprawadziwe
potakiwacz
niepradziwe
bałamutnik
nieprawdziwe
szojen siestra
grać
a ty
króciu bolączka
wiej stąd
przesłał Piotr Bryłka.
nie kupuj pyfka
kup wynko
i patrz
na kogo wygląda?
na śledzia wygląda
na kogo wygląda?
na śledzia wygląda
na śledzia wygląda
na deszcz
nie zmoknij
kup wynko
ty sfinko
Anielo
weź mnie za rękę
pójdziemy razem
weź mnie za rękę
pójdziemy
jest tak źle
i trzeba o tym mówić
jest tak źle
i trzeba o tym śpiewać
już jest tak źle
mój głos jest słaby
mój głos jest
mój głos jest słaby
mój głos jest
Anielo
tylko odpukać i spać
a potem przez park
ten koło Lucerny
weź mnie za rękę
pójdziemy razem
Anielo
mój aniele
Mamoń i Ten drugi
czekają na Godota
jak nikt
z przezroczystości (czasu)
w idealności (sensu)
w niecierpliwości (snu)
zmieniają się
w butlonosy
Mamoń i Ten drugi
jak nikt
wódka
za wódką
w bufecie
o smaku śliny
i w oceanie burz
lornetka
pistolecik
i włos
ale nie twój
najduchu
tylko
mój
a co to
za koromysło
tak lata?
zdziwił się
czarny sygnalista
z wież Puribongu
(i jego nieistniejące potwory)
niczego nie przeczuwając
- przyleciałem was połknąć
i połknął ich
przynaglij mnie
przynaglij
by zdążyć
przynaglij mnie
przynaglij
by biec
moje więzy
naderwane
moje długi
nie oddane
moje bramy
półotwarte
przynaglij mnie
przynaglij
by biec
na koniec świata
by zdążyć
na ucztę Baranka
wróć szybko
wróć
jak możesz
najprędzej
bo słyszałem
aniołów
jak odliczają
na palcach
dzień po dniu
wróć szybko
zabłysło światło
i nic
już nie będzie
takie samo
wróć
to spadło
jak deszcz
na wyschniętą ziemię
jak deszcz wiosenny
wróć szybko
najprędzej
gdzie bądź
o góro, o góro
zielony lesie
każdy się może tego
nauczyć
stojąc na jednej
nodze
Lanek
na jednej
Bromba
na jednej
Fikander
na jednej
a mecenas
na manowcach
niestety
o góro, o góro
zielony lesie
Smuteczek
nie
Nudnawo
nie
to gdzie?
a może
na sławne pustynie Butenki
w berecie
na oceany burz
gdzie nie ma burz
na orbitę Saturna
w bufecie
już, już
jedźłemłe
piszczą
Butlonosy
i salto
Kapiszon
swój beret
i salto
jadowite Lunaszki
trzy ważki
od czaszki
i salto
osiołek i świnka
he, he, he, he
bo śmierci juz nie ma
i salto
złość mnie bieże
na Bindbada żeglarza
co bimba nam
sam jestem Cyndbadem
sam jestem Lindbadem
co bimba wam
bim, bam
nadstaw swój dziób
młody żeglarzu
nadstaw swój dziób
młoda zeglarko
zabimbam wam
bim, bam
anioł ognia
podarty na strzępy
i popruty na nitki
sakreble
ataman Lelujko
pokutnik
rozwiany na kurz
i na pacierze
silwuple
a Mamoń
pod wpływem
przypływa
Hermenegilda kom
widzę górę w snach
powiedział jeden
z czterdziestu sygnalistów
na tej trasie
i wystukał to innym
widzę palestyńskie morze
wystukał następny
jesteśmy musami
pisnęły
parowóz numer osiem
stoi i sapie
nie pomyślę
bo jak pomyślę o tym
to odechciewa mi się myśleć
nie myślę
tak
zanosi się na ciszę
bo Szirlej zmogła
i kończy się las
wszystko dla Ciebie
i przez Ciebie
Wołga jest czarna
Wisła jest biała
Wiatr jest szary
A księżyc zielony
Ale cyganka
Na pościeli
Zaraz mi
Okiem strzeli
Czerwona cyganka
Jak indianka
...nieznajomy kierowco
panie kierowco
panie kierowniku
ja wysiadam
buraki, kapusta i sól
drabina z soli
piramida z kapusty
i wieża z buraków
a więc to tak
a więc to tak
panie Boże
to tak
Grudniowy numer nie zawierał wierszy.
odkrywam
pan Tomasz
pan Tomas
fan Tomas
zakrywam
fan Tomas
pan Tomas
pan Tomasz
pan Tomasz
Budzyński
Fantomas
kretyński
jestem dzikim człowiekiem
ze wschodu
nie dotykam ziemi
to ja, pan młody
lecę z jaskółkami
na ślub w mistycznym mieście
ja gram na patelni
całuję podłogę
jestem bliski śmierci
z radości
gwiazda obraca się
nad Betlejem
wskazując to miejsce
zejdź prędko
zejdź prędko
dziś przyjdę
do ciebie
dziwne światło ogarnia
panoramę boisk
drzewka, pagórki i domki
Trisagion, litania i psalm
jestem tylko dzikim człowiekiem
kocham Cię
wracam po nocy
by wyjechać przed świtem
matko
chcę iść do Jeruzalem
nad palestyńskie morze
mógłbym jeść światło
mógłbym to i tamto
i jeszcze coś
matko
chcę iść do Jeruzalem
do domu
Ojca
dwie hipiski
przyjechały
dopiero co
obwieszone
i świeżo malowane
idą
po Krupówkach
ale syf
ale syf
na horyzoncie
nieznane wzgórza
po okolicy
wieczorne ogniska
zagadki same się zgadują
bliżej i bliżej
jakto to
takto to
takto to tam
mam zaczarowany ołówek
mam dobrą wiadomość
Numer wakacyjny - bez wierszyka.
mógłbym być sklepikarzem
co nie ma
nic do sprzedania
ale już jest
mógłbym być
czarnym sygnalistą
z wież Puribongu
ale zajęte
mógłbym być
hieną kiełbasianą
albo wredną krową niemiecką
albo nieistotnym karłem
co to były kiedyś małe
ale jestem zbylakiem
tak jestem zbylakiem
jestem zbylakiem Maryi
teraz to nawet
płaczą wszystkie psy
wszystkie psy
w tym mieście
unoszą się
czarne aureole
Legia przegrała
nie mówiąc o mnie
do tego
ten niedobry autobus
jak to się mówi
niedotarty
i nie w tę stronę
chciałem się nachapać
przyznaję
i zdradziłem Cię
płaczą
wszystkie
psy