| Strona Armii > Prasa
O Bogu, Papieżu i muzyce mówią Robert Friedrich i Tomek Budzyński z zespołu 2Tm2,3
Źródło: Droga nr 18/99
![]() |
![]() |
- Co Was skłoniło, żeby wziąć udział w przedsięwzięciu TMK "Droga" i włączyć do przygotowywanej w darze Ojcu Świętemu płyty dwa Wasze utwory. Czy był to przypadek?
Robert Friedrich: - Dla nas jest to ogromne wyróżnienie. Z zespołów rockowych będziemy chyba jedynym, który znajdzie się na tej płycie. Ojciec Świety jest dla mnie dzisiaj drogowskazem jako ojciec wielodzietnej rodziny. Mówię poważnie. To, co Ojciec Święty mówi, robi i jakie daje świadectwo wiary swoją pracą i życiem, powoduje, że ja jestem w Kościele i nie mam wątpliwości, czy jestem na właściwym miejscu. Tu mogę znaleźć pomoc, żeby nie zmarnować tego, co Pan Bóg mi dał, przede wszystkim moich dzieci. On jest odpowiedzią.
Tomek Budzyński: - Prorok naszych czasów!
- Wracając do piosenek. Powiedzcie, jak powstają Wasze utwory?
T.B.: - Wybór tekstów zwykle jest spontaniczny. Wiadomo, że kiedy się zaczyna pracę nad utworem, to posiada się jego ogólny zarys. Zresztą, zawsze są takie teksty, które szczególnie chcemy zaśpiewać.
- Czy Pismo Święte to Wasza lektura?
T.B.: - Tak. Przede wszystkim modlimy się, prawie codziennie, tekstami psalmów. Wiadomo, ze każdy ma swoje ulubione fragmenty z Pisma Świętego i najchętniej je śpiewa, ale dużo jest też takich, na które trafiliśmy przypadkowo, w ostatniej chwili.
R.F.: - "Psalm 18", piosenkę, która weszła na płytę dla Ojca Świętego, napisaliśmy w drodze na koncert. Sam tekst bardzo czesto śpiewamy w czasie liturgii i zawsze robił na nas mocne wrażenie. Opowiada o tym, że Bóg wydobywa człowieka ze śmierci i stawia na skale i pokazuje w ten sposób, że jest wierny przymierzu w słowach i czynach. Bóg okazuje mi swoją wierność, widzę to w całym moim życiu. To jest tekst o mnie.
T.B.: - Dobrze, że mówimy akurat o tym psalmie, bo obydwaj z Robertem doświadczyliśmy tego w we własnym życiu. Tam jest napisane, że "fale śmierci mnie ogarnęły" - tak własnie było. My nie śpiewamy o jakiś abstrakcjach. W tekstach odnajdujemy się wprost, one opowiadają o naszych losach.
T.B.: - Pisaleś w trzeciej osobie...
R.F.: - Tak. Natomiast teraz czytam psalm i on pomaga mi zrozumieć to, co od dawna mam w sercu. Słowa porządkują i nazywają moje własne myśli. Kiedy człowiek nie porafi się modlić, a ja często nie potrafię, to biore psalm i moja dusza się modli. Zresztą, im dłużej jestem w Kościele, tym bardziej się przekonuję, że pslmy opowiadają o prawdziwej rzeczywistości wiary, której sam jestem świadkiem. To po prostu prawda.
- Czy przez te utwory chcieliście Ojcu Świętemu przekazać coć szczególnego, o sobie i swoim przeżywaniu wiary?
R.F: - Ja na pewno. Chcę pokazać, że jest gdzieś w Polsce taka osoba, która była na zupełnym dnie, a mimo to Bóg wyciagnął rękę i sprawił, że jestem tym, kim jestem teraz. Stoję na skale, jestem szcześliwym ojcem czwórki dzieci. Być może wiele się nie zmieniłem, ale czuję, że Bóg mi stale pomaga. Czasem budzę się rano i z wysiłkiem uświadamiam sobie, że mam żonę, czworo dzieci i dlatego musi się obudzić też moja odpowiedzialność, której przez wiele lat nie miałem.
Jeżeli chodzi o twórczość, to zarzekałem się, że nie jestem żadnym artystą. Teraz jednak widzę, że to dla mnie jest szczególne szczęście, że mogę się realizować właśnie w ten sposób. Mogę podpisać się nie tylko pod efektem artystycznym, ale przede wszystkim pod treścią i przesłaniem naszych piosenek, dlatego, że mowią o moim doświadczeniu i życiu. W pewnym sensie w pracy zespołu uczestniczą całe nasze rodziny. To, że długo nie ma nas w domu, że nie pracujemy w tym czasie na jakieś wielkie pieniądze, tylko jedziemy grać i nigdy nie wiadomo, kiedy wrócimy i z czym, to jest wkład, ofiara, jaką ponoszą nasi najbliżsi.
- Interesuje mnie jeszcze pogranicze muzyki i tekstu. Czy podejmowanie "łagodnych" tematów wpłynęło łagodząco na ekspresję Waszej muzycznej wypowiedzi? Muzyka, jaką graliście dotąd, kojarzy się raczej z buntem i bardzo gwałtownymi uczuciami.
T.B.: - Sztuka nie jest czarno-białą mozaiką. Ma mnóstwo odcieni, form i kształtow. Ja bardzo się cieszę, ze dzięki zespołowi 2Tm2,3 mogę sobie zaśpiewać ballade. Są takie słowa, do których pasują tylko łagodne dźwięki i takie dźwięki się znalazły.
- Co w takim razie z Waszymi fanami, którzy uwielbiają ostrą muzykę?
R.F.: - Ja gram nawet ostrzej w 2Tm2,3 niż w Acid Drinkers.
T.B.: - Na tej płycie są takie czady, że głowę urywa. Jedna trzecia to są ostre utwory.
R.F.: - To siedemdziesiąt minut muzyki. Jakbyśmy grali nawet same ballady, to i tak nie prześcigniemy Antoniny Krzysztoń.
- Czy liczycie, że ludzie, którzy Was słuchają dla ostrego brzmienia, zaczną zauważać teksty?
R.F.: - Szczerze? Ja uważam, że to, co robię, ma mieć jakość. Nie kieruję się kalkulacjami. One najczęściej zawodzą. Chodzi o to, żeby jakość muzyki do tak ważnych tekstów była odpowiednia. Jeżeli to jest ostra muzyka, musi to być najlepsza ostra muzyka.
T.B.: - Jest taka historyjka o Styce, który malował Matkę Boską modląc się na kolanach. Naraz stał się cud i Matka Boska z obrazu przemówiła: " Styka, ty mnie nie maluj na kolanach, tylko maluj dobrze".
- Czy to, że związaliście się z nurtem muzyki chrześcijańskiej, nie stało się dla Was źródłem kłopotów?
T.B.: - W pewnym sensie tak. Od momentu kiedy powiedziałem słowo "Chrystus", przynajmniej połowa ludzi słuchających zespołu Armia przestała go słuchać, przychodzić na koncerty.
R.F.: - Ja to inaczej widzę. Połowa ludzi odeszła, ale na ich miejsce przyszli inni, którzy wlaśnie teraz przychodzą na Armię, kupują Twoją plytę. Ty się jasno określiłeś.
T.B.: - Teraz jestem wyrazisty i dlatego mam zdecydowanych wrogów i przyjaciół. Nie ma tych obojętnych. Taka sytuacja jest dobra.
R.F.: - Ja zawsze miałem jakiś wrogów i zawsze miałem kłopoty. Ale teraz te kłopoty mają sens, a dawniej były bez sensu. A to, że jakiś kolega powie, ze zdewociałem czy oszalałem, bo nie chcę iść z nim na wódke, to nie jest prawdziwy kłopot. Prawdziwym kłopotem jest to, żeby dobrze wychować dzieci.
- Czy nie spotyka was dyskryminacja ze strony wielkich mediów?
T.B.: - Faktem jest, że współczesna kultura medialna, to kultura wielkiego Babilonu.
R.F.: - Wiem od wydawcy naszej płyty, że duże radia świeckie są zainteresowane graniem naszej nowej płyty na power play. Są świadomi, jaka to muzyka i jaki przekaz - chcą to robić.
T.B.: - Dopóki nie usłyszę, to nie uwierzę. Wielki Babilon nie jest zainteresowany promocją takich tematów. To zreszta nie zmienia faktu, że to Jezus Chrystus jest Panem. Boga nie trzeba bronić, bo On sobie i tak poradzi, znajdzie innych, lepszych od nas. Bronić trzeba ludzi, im dać świadectwo, ich umocnić. To ludzie stoją na rozdrożu, zadają sobie poważne pytania. Chcemy pokazać im, jak to jest z nami.
R.F.: - Nie mamy ambicji snucia zawiłych teologicznych wywodów. Ja mam do powiedzenia tyle, że moja żona po dziesięciu latach nadal mnie kocha. Nie wiem, czy dzisiaj bylibyśmy razem, gdyby nie to, że Kościół nas przyjął, dał nam sakrament małżeństwa i o nas dba. W porównaniu z kolegami, którzy żyja na kocią łapę albo na kontraktach cywilnych, widzę, że takie związki mają słabą podstawę i są nietrwałe.
T.B.: - W wymiarze dzisiejszego świata nasza postawa może się wydawać niemożliwa. Przykładowo miłość w wymiarze krzyża. Według Babilonu taka miłość to szaleństwo. Świat mówi, że nie można tak kochać, bo to głupota. Tobie ma być dobrze, masz się wyżyć i rozwijać się indywidualnie, nawet kosztem innych. My chcemy pokazać, że można mieć jedną jedyną żonę i warto poświęcić się dla czwórki dzieci.
- Muzyka, sukces, Bóg - jak się w Waszym życiu układały te relacje?
T.B.: - Mnie sukces przesłonił Boga.
R.F.: - Ja mam poczucie, że dostalem więcej niż się spodziewałem. Mimo to byłem nieszczęśliwy. Mnie nikt nie nawracał, ani nie ewangelizował. Moją modlitą były tylko moje problemy i naprawde nie wiem, dlaczego Bóg, w szaleństwie Swej miłości, wyciagnął do mnie rękę. Widział, że jestem nieszczęśliwy, mimo że tyle miałem. Dopiero Bóg pokazał mi, co z tego jest naprawdę ważne. Ale potrzebny do tego jest moment absolutnego bankructwa.
T.B.: - Tak bylo i ze mna. Był moment, kiedy Bóg wyraźnie mi pokazał, jaki jestem malutki. Jeżeli człowiek przeżył taki moment duchowej śmierci i wtedy Chrystus wyciagnął do niego rękę, to nie może już usiedzieć na miejscu. "W moim sercu jest ogień płonący" - tak jest też ze mną.
Rozmawiała: Maria Kiryk
Źródło: Droga, nr 18(192) / 02.05.1999
| Strona Armii > Prasa
pawsa+kdm.pl