| Strona Armii > Prasa
Wywiad w formie odpowiedzi na pytania czytelników ukazał się w lutowym numerze pisma XL (r. 2000). Przesłał qba.
Kiedy usiedliśmy do rozmowy, Robert na chwilę zatrzymał swój wzrok na ekranie stojącego w kącie telewizora. W Sejmie przemawiał właśnie prezydent Warszawy Paweł Piskorski. Kiedy cztery lata temu sprowadziłem się tutaj na wieś, on był miejscowym radnym, sam na niego głosowałem, a teraz proszę, koleś szybko robi karierę. Po tej refleksji, Brylewski zaciągnął głęboko papierosem i zaczał odpowiadać na wasze pytania.
Podobno chcesz reaktywować Brygadę Kryzys. Jeśli tak, to kiedy i dlaczego? Czy nie byłoby lepiej uznać ten zespół za zamknięty rozdział i iść do przodu? (Michał Modrzejowski z Inowrocławia)
Robert Brylewski - Nikt nie będzie wyznaczał nam terminów zawieszania i odwieszania działalności. Jakiś czas temu rozmawialiśmy z Tomkiem Lipińskim na ten temat, ale jak do tej pory nie ustaliliśmy żadnych konkretów.
Jesteś uznawany za największą legendę polskiej muzyki alternatywnej. Czy sądzisz, że zasłużyłeś na to miano? (Monika Wałkowska z Bydgoszczy)
R.B. - absolutnie nie (śmiech).
Płyta "Brygada Kryzys" uznawana jest za jedną z ważniejszych w dorobku polskiej fonografii. Jak wspominasz pracę nad tym albumem i jaki masz do niego stosunek po latach? (Tomasz Dolaski z Konina)
R.B. - Byliśmy pierwszym zespołem, który nagrywał płytę w nowym studiu Tonpressu na Wawrzyszewie. Mało brakowało i bylibyśmy zarazem ostatnią grupą, która miała przyjemność tam pracować, ponieważ w ferworze artystycznego uniesienia udało nam się wywołać niegroźny pożar. Na Wawrzyszewie mieliśmy do dyspozycji bardzo dobry sprzęt oraz wspaniałego realizatora, Kubę Nowakowskiego. To właśnie jego zdolności sprawiły, że cały czas zaliczam ten album do moich ulubionych. Jest to pierwsza studyjna i w pełni przemyślana płyta Brygady. Nagrywaliśmy ją w pierwszych tygodniach stanu wojennego, co wpłyneło bez wątpienia na jej ciężar gatunkowy.
Niedawno pojawiła się reedycja drugiej płyty Izraela "Nabij faję". Czy jest szansa, że Izrael nagra nowy album? (Piotr Doliński z Kołobrzegu)
R.B. - Zespół Izrael to zamknięta historia, dwanaście lat istnienia i konkretna funkcja społeczna. Było to jakieś bajkowe doznanie, coś niezwykłego... Oprócz utworów, które piętnaście lat temu trafiły na oryginalne wydanie płyty "Nabij faję", na reedycji znalazły się również dubowe remiksy wybranych kompozycji z tego albumu.
Pomimo, że jesteś kompozytorem muzyki znajdującej się na płycie Armii "Triodante", opuściłeś zespół przed nagraniem tego materiału. Dlaczego tak postąpiłeś i jak oceniasz dzisiejsze dokonania tego zespołu? (Andrzej Potczasny z Wałbrzycha)
R.B. - Jestem bardzo zajęty i niezwykle rzadko śledzę jakiekolwiek dokonania. Z tego, co mi się udało wyśledzić, to wiem, że zespół nadal istnieje i nagrywa płyty. Nie znam obecnych dokonań grupy, ale moi znajomi twierdzą, że do tej pory nie udało im się nagrać lepszej płyty niż "Legenda". Zdecydowałem się odejść z Armii, ponieważ Tomek dojrzał do tego, żeby samodzielnie poprowadzić zespół i wszystko wskazywało na to, że ma ochotę poważnie się za to zabrać. Poza tym nie miałem zamiaru prowadzić ze sceny religijnej agitacji, tym bardziej, że brałem za to pieniądze. Nie zniósłbym sytuacji, kiedy na koncert mojego zespołu nie przyszedłby ktoś tylko dlatego, że jest innego wyznania.
Czy byłbyś skłonny zrealizować z Kazikiem Staszewskim - gdyby ci zaproponował - jakiś wspólny projekt muzyczny? (Jacek Cieślak z Zwolenia)
R.B. - Musiałbym poznać warunki finansowe (śmiech).
Kilka lat temu wyprowadziłeś się poza Warszawę. Co cię do tego skłoniło? (Ania Ulicka z Wałbrzycha)
R.B. - Mieszkam obecnie w dużym domu pod Legionowem. Oddałem za niego mieszkanie w centrum Warszawy. Cieszę się, że uciekłem z tego miasta. Nasycenie hałasu, spalin oraz wytwarzane przez wszystkich potworne ciśnienie na kasę absolutnie mi nie odpowiada. Dzięki temu, że nie mieszkam w Warszawie mam do tego miasta dystans, który pozwala mi dojrzeć problemy, których do tej pory nie zauważałem. Tak naprawdę w Warszawie nie ma miejsc, gdzie można by było fajnie spędzić czas. W tym mieście kultura została sprzedana młodym bankierom i ten stan rzeczy jest dla mnie nie do zaakceptowania.
Jak zrodził się pomysł stworzenia formacji The Users, w której składzie, oprócz ciebie, znaleźli się Milo Curtis, Jacek Olter, Mikołaj Trzaska, Tymański oraz Marcin Świetlicki? (Andrzej Laskowski z Wałbrzycha)
R.B. - Koncepcja zrodziła się dość przypadkowo na jakimś wieczorku poetyckim, na którym wszyscy się spotkaliśmy. Powstało coś w rodzaju "międzymiastówki artystycznej". Nagle okazało się, że bardzo dobrze się rozumiemy i płyta "Nie idź do pracy" wydaje się to potwierdzać. Scena muzyczna w Polsce potrzebuje jakiegoś wstrząsu, a to jest dobra formacja do przeprowadzenia takiego zabiegu.
opracował goran cziwotioff
| Strona Armii > Prasa
pawsa+kdm.pl