| Strona Armii > Prasa
Recenzja z "Tylko Rock" 3/2000, str. 51. Nadesłał Skrzat.
Ars Mundi: * * * * 1/2
Nowe wydanie Triodante bardzo mnie ucieszyło. Może w końcu polscy fani rocka docenią tę płytę, bo poprzednia edycja - dokonana przez SP Records - jakby przeszła bokiem. Fakt, jest to już Armia bez Roberta Brylewskiego w składzie (figuruje jeszcze jako współautor muzyki). Ale sportretowana tu ta nowa Armia - z sessionmanem Michałem Grymuzą w roli gitarowego wodza - też atakuje wspaniale. Na pewno w utworach z Triodante następuje jakaś modyfikacja stylu grupy. Brzmienie robi się po prostu heavymetalowe. Ale też pozostaje szczególna, "armijna" aura dźwiękowa. I nadal obowiązują chwyty aranżacyjne, które poznać można było z wcześniejszych płyt Budzyńskiego i spółki (Skończyłem rozpoczynaj). Waltornia dalej na całego pomaga tworzyć specyficzną atmosferę...
Inna sprawa, że - słuchając tego albumu - już trudno uwierzyć, iż marsz tej Armii zaczynał się punkowo. Co więcej: we fragmencie instrumentalnym Wyludniacza grupa skłania się w stronę jazzrockowego grania, a i zaczyna się bardzo progresywnorockowe, muzyczne "szukanie". Zespół z równym powodzeniem korzysta z tak odległych stylistycznie inspiracji muzycznych jak twórczość The Swans (Nieruchomo) i Zbigniewa Namysłowskiego (Święto jaskółki). Nie przeszkadza też, że czasami bywa bardziej konwencjonalnie niż kiedyś, jeśli chodzi o kompozycje i aranżacje (Dzyń). Finał jednego z utworów w stylu starodawnego tańca też wydaje się całkiem na miejscu (Pieśń przygodna).
To już trochę inna Armia, ale w gruncie rzeczy walcząca tak samo jak przedtem, kontynuująca swą misję: idź i patrz/ dokąd idziemy/ dość już kłamstw (Dzyń). Albo: jesteśmy jednym duchem/ krokami twoich nóg (Ciało i duch). Budzyński wokalista pozostaje tym niepowtarzalnym Budzyńskim, lecz też proponuje bardziej urozmaicone, bardziej "biegłe" interpretacje (a w warstwie słownej niekiedy korzysta z twórczości Samuela Becketta i Artura Rimbauda)...
To nowe wydanie Triodante zawiera dodatkowy utwór: Nie dotykając ziemi, doorsowskie Not To Touch The Earth, nagrane przez inny skład niż właściwa płyta. To polsko-anglojęzyczna rzecz, która robi wrażenie swego rodzaju hołdu Budzyńskiego dla Jima Morrisona, dużo jest tu niemal kopiowania oryginału i tylko finał wypada niby-armijnie... Trochę mało. Nie obraziłbym się, gdyby ta świetna płyta była pozbawiona tej atrakcji.
Wiesław Królikowski
Od Newtona.
Drżącymi łapkami włożyłem do odtwarzacza płytę z Triodante, najbardziej niedocenioną (choć nie wiem czemu) płytą Armii. PLAY!!! Na początku dzwoneczki. Jednak już się przyzwyczaiłem do tych dziwnych początków (pamiętacie Aguirre?) Po kilku sekundach byłem pewien że to Armia. Mocne uderzenie i Wyludniacz - jeden z lepszych utworów (co nie znaczy że inne są do bani). Później mamy Popioły. Bardzo "ciemny" utwór. Nieruchomo. Wow, na początku nie wiedziałem że to śpiew, TOOOOOO OOOOOON ŻYYYYYYYYŁ, JAAAAAAA NIEEEEEE ŻYYYYYYŁEEEEEEM. Ciekawe :-) Jednak utwór jest niezły. Miejsce pod słońcem. Wstęp na gitarze, po prostu miodzio, później też jest świetnie. Dzyń. Ten utwór jest po prostu zadżebisty. Nie wiem jak to opisać, po prostu wspaniałe słowa i wspaniała muzyka. Ciało i duch. Słowa niezłe, gorzej z muzyką. Jednak komuś może się to podobać. Podobnie Pieśń Przygodna. Na początku trochę nudnawo, ciekawe jest rozwinięcie i zakończenie. Piosenka liczb pokazuje jak bardzo Armia jest oryginalna. Święto Jaskółki - dobra solówka na waltorni, lekki utwór. Skończyłem rozpoczynaj, to porywający utwór i całkiem niezły kawałek. Później mamy dodatek "Not to touching the earth". Budzy na początku daje po angielsku, choć brzmi to jak niemiecki :-) No cóż, trochę ten kawałek odstaje od reszty, ale niech będzie.
Ogółem warto mieć tą płytę i nie rozumiem dlaczego wielu się ona nie podoba. Pewnie nie rozumieją słów (i chyba nikt oprócz Budzego i Boga ich nie rozumie, ale czy to źle? :-)
| Strona Armii > Prasa
pawsa+kdm.pl