Recenzje Drogi Armii

| Strona Armii > Prasa

Podziękowania dla Piotra Bryłki za ONET, XL i Gazetę Łódzką, Bodzia za Brum i własny komentarz, dla Piotra Pisery, dla Bukowskiego i Krzyśka Fiołka. Za opinie zamieszczone na tej stronie Paweł Sałek nie ponosi odpowiedzialności. Czekamy również na Twoją opinię.

Recenzja z płytoteki onet.pl

Grupa Armia zapisała się złotymi zgłoskami w historii polskiego rocka za sprawą płyty "Legenda" - wspaniałego połączenia gitarowej ściany dźwięku z monumentalną konstrukcją utworów i specyficznego klimatu muzyki. Niestety, jej późniejsze produkcje (z albumem "Triodante" na czele) skutecznie zraziły mnie do zespołu. Na dodatek męczyło mnie nieznośne, neofickie kaznodziejstwo lidera Tomasza Budzyńskiego. Między innymi także z tego powodu po ostatni longplay kapeli "Droga" sięgnąłem bez specjalnej ekscytacji.

Pierwsze poważne zaskoczenie in plus stanowił zwrot formacji w stronę bardziej komunikatywnej formy muzycznej, kojarzącej się z brzmieniem "starej" Armii. Wprawdzie jest ono mocno zainfekowane "metalem", ale jego melodyjność i przestrzenie dźwiękowe, tworzone przez brzmienie waltorni Banana, w znacznym stopniu uatrakcyjniają nowy materiał. Brzmienie okrzepło - widać, że znany z grupy Acid Drinkers gitarzysta Ślimak (sic!) oraz nowy nabytek zespołu perkusistka Beata Kozak zadomowili się już w Armii na dobre.

Płyta jest bardzo spójna; muzykom udało się w finezyjny sposób połączyć momenty natężenia dźwięku z muzycznymi smaczkami o najdziwniejszej proweniencji (głównie uzyskanych przy pomocy najróżniejszych instrumentów perkusyjnych). Poza tym wydawnictwo pozwala optymistycznie spojrzeć na przyszłość bandu i mam nadzieję, że zapowiada powrót do brzmienia z okresu współpracy z Robertem Brylewskim.

Natomiast w dalszym ciągu nie przekonują mnie teksty Tomasza Budzyńskiego. Po pierwsze - nie odpowiada mi ich poetyka. Po drugie - nie sądzę, żeby muzyka rockowa była odpowiednim medium do przekazywania treści religijnych.

WK

Ślimak: chodzi oczywiście o Popkorna.

Recenzja z BRUMu (nr 5/1999)

Najnowszy materiał Armii to po prostu kontynuacja Ducha i jak to z kontynuacjami bywa - nieco gorsza od pierwowzoru. Muzycznie, akcja płyty rozgrywa się pośród standardowych już patentów - rozwichrzonych, voivodowych riffów Popkorna, wspólnych, nieco pompatycznych motywów waltorni i gitary oraz raczej dynamicznej, wręcz metalowej pracy sekcji. Zresztą w ogóle charakter płyty jest wyraźnie metalowy i niestety nie zawsze w najlepszym tego gatunku wydaniu. Większość utworów, zwłaszcza w drugiej części płyty, trochę zbyt natrętnie kojarzy się z przebojowym, amerykańskim hard`n`heavy, co jak na Armię jest stanowczym zaniżeniem lotów. Oczywiście, że przez cały czas przewijają się tutaj rozwiązania ciekawsze, nawiązujące zarówno do Legendy jak i Triodante. Mnóstwo tu mrocznych, balladowych tematów; sporo eksperymentalnych zawirowań gitary...

Ale nawet z nich wynika tyle, że zespół nie ma niestety wiele nowego do zaproponowania i im dalej odchodzi od konwencji riffu, tym bardziej płyta traci rytm, a słuchacz.... usypia. Zdecydowanie ciekawiej niż muzyka wypadają teksty, chociaż nawet one nie mają tej siły wyrazu i obezwładniającej plastyczności skojarzeń, jakimi porażał Duch. Ich charakter jest wyraźnie autobiograficzny, co chwila wyłaniają się z nich dziwadła z dzieciństwa Budzyńskiego: jadowite lunaszki, co szczypia dla igraszki ("Tytus, Romek i A`tomek"), Bromba, co mierzy czas("Tajemnica szyfru Marabuta"), zaczarowany ołówek walczący ze złem ("Zaczarowany olowek"), Frodo na manowcach ("Hobbit"); co chwila fakty chyba prawdziwe: nie strzelil tego gola bedacy sam na sam (...)zbiera sie na placz, ja ucieklem ze szkoly jak wtedy sto czterdziesty raz.... a wszystko to w scenerii iście baśniowej - akurat takiej, jaką produkuje wyobraźnia dziecka. Kto wie, być może własnie w kontekście tekstów muzyka z Drogi tak rozczarowuje?

Nie jest to oczywiście płyta słaba, mimo wszystko wiele stałych rozwiązań Armii okazuje się rozwiązaniami uniwersalnymi, także sama ekspresja Budzyńskiego robi wrażenie równie silne dzisiaj, jak dziesięć lat temu. Problem w tym, że zespół po raz pierwszy w swojej historii dokładnie niczym nie zaskoczył.

Wojtek Wysocki

Komentarz Bodzia

Po dokładnym zapoznaniu się z nową płytą, a w związku z tym i z możliwością jej bardziej obiektywnej oceny trudno mi nie zgodzić się ze zdaniem pana Wojtka. Pogląd ten podzielam na 80%. Faktycznie, Armia nie zaproponowała nic oryginalnego w stosunku do swoich poprzednich dokonań. Moim zdaniem jednak, usłyszeć można pewną istotną zmianę - bardziej wyeksponowaną waltornię, i to we wszystkich prawie utworach, co mnie akurat bardzo ucieszyło. A'propos waltorni - niedawno Banan w audycji radiowej stwierdził, że jeśli chodzi o Armię, to chyba konczy się jakaś epoka; tak dalej się już nie da grać... Kto wie, może kolejne wydawnictwo Armii zaskoczy nas całkowicie: awangardowym brzmieniem.

Jeśli chodzi o teksty, to moim zdaniem Budzy także zaniżył loty. Jest oczywiście kilka doskonałych, jak Dom przy moscie czy Radio nrd, ale są też takie, które wyrażone są zbyt dosłownie, co chyba w przypadku Armii jest niedopuszczalne.... Jeśli chodzi o utwór W krainie smoków - tu niemiłe dla mnie zaskoczenie. Muzyka w częściach śpiewanych (!) i słowa jakoś dziwnie współgrają, czy może raczej nie współgrają? Sam nie wiem, bądź co bądź, czuje niesmak (po raz pierwszy!) do tego utworu. Niezły przebój.

Dalej, uważam, że ostatni utwór także nie pasuje do Armii - powinien raczej znaleźć się na płycie 2Tm 2,3. Muzycznie: obiecujący, ostry początek, ale poźniej smętnie zinterpretowany tekst... Natomiast ciekawe zakończenie.

Zauwazam też, że zespół ewidentnie nawiązał do Ducha, jeśli chodzi o konstrukcję płyty. Podobnie się one zaczynają: ostrymi, bardzo ciekawymi utworami o zbliżonej budowie tekstowej i muzycznej. Podobnie też kończą. Dodatkowo w moim odczuciu np. Najduchy i ćmy nawiązuje muzycznie do Marności, itp.

Kończąc już, zastanawiam się co miało wpływ na taki stan rzeczy. Czyżby odejście tak wybitnych muzyków jak Stopa czy Paweł Piotrowski, którzy zapewne mieli jakiś wkład, jeśli chodzi o kompozycje? Pocieszajacy jest fakt, że Banan jest chyba bliżej Armii, i ze pojawia się na koncertach, na ktorych grają naprawdę wiele starych utworów.

Bodzio

Pawła dwa grosze

Hm, na początku zastanawiałem się, czy powinienem założyć cenzurę i publikować na stronie wyłącznie pozytywne recenzje. Ale po krótkim namyśle doszedłem do wniosku, że nie ma sensu ukrywać faktu istnienia ludzi, którym Droga nie całkiem się podoba.

Bo fakt, nie jest to płyta doskonała (nie ma płyt doskonałych). Może faktycznie mogłaby stać na wyższym muzycznie poziomie. A może te oczekiwania wynikają z faktu, że Armia przyzwyczaiła nas do pewnego stylu i każde jego zmiany wywołują myśli w stylu ja chcę tej prawdziwej Armii! Tyle, że Armia jest taka, jaka jest, a nie taka, jakiej my byśmy chcieli.

Pamiętam, gdy pierwszy raz słuchałem Drogi to zdziwiłem się i to jest Armia!? Niektóre kawałki były za metalowe, niektóre za bardzo ciągnęły się, niektóre w ogóle do mnie nie trafiały. Ale za drugim razem było już inaczej - lepiej. I tak już było za każdym następnym razem: im dłużej słuchałem tej płyty, tym bardziej mi się podobała. Może dlatego, że przestałem narzucać Armii, aby spełniała moje oczekiwania.

I na tym właśnie chyba polega problem: ta płyta jest zupełnie inna od poprzednich. Nie ma tu monumentalnego Chwała Ojcu i Synowi... jak na "Exodusie", nie ma wzniosłego Bóg jest miłością jak na "Duchu". Jest za to ślina pod mikroskopem i zaczarowany ołówek. Może Budzy zrozumiał, że od słów ważniejsze są czyny albo, że proste jest piękne a dzieci są błogosławione albo, że człowiek nie może zmienić świata, ale może zmienić siebie... Nie wiem. Jedno jest pewne: Droga pozostanie jedną z moich najbardziej ulubionych płyt.

Paweł

Z nienawiści do sztuki on został krytykiem

Zawsze kiedy czytam takie teksty jak recenzje płyty "Droga" Armii zamieszczone na stronie tegoż zespołu mam "mieszane uczucia". Jakże łatwo jest krytykować. "Metalowe brzmienie", "dziwadła z dzieciństwa", "komunikatywna forma muzyczna"... Naprawdę robi mi się niedobrze. Bzdury jak mało co. To nie jest krytyka, to sa obelgi. Wy, znudzeni Armią, chcielibyście trzeciej reedycji Legendy?

Dla mnie "Droga" muzycznie jest świetna. Każdy ma swoje zdanie, ale zamiast powiedzieć "mi się nie podoba" łatwiej "Droga jest nędzna". Chciałbym zobaczyć pana Wysockiego usypiającego przy Armii. Może przez to "zmęczenie" Droga wypadła tak kiepsko? Proponuję wyspać się wpierw (wytrzeźwieć...), a poźniej słuchać muzyki. Zwłaszcza jak ma się zamiar ją recenzować.

Bodzio twierdzi, że Budzy zaniżył loty. Moze Tom powinien zgłosić się na konsultacje do Bodzia jak się pisze dobre teksty? To fajnie, że są słuchacze, którzy wiedzą lepiej od członków zespołu, co pasuje do Armii. Bodzio "obiektywnie" na 80% procent zgadza się z Wysockim. A może na 81.33%?

* * *

Pięknie, to są fani Armii. Wszystkim się nie podoba? Swoboda wypowiedzi to ważna rzecz, ale spróbujmy zrozumieć Armię zamiast zakrywać swoją ignorancję zasłoną zniesmaczenia. Jeżeli nie, to są inne zespoły i gatunki muzyki, gdzie wszystko jest dużo prostsze i jaśniejsze. A tym, którym muzyka rockowa jako medium treści religijnych się nie podoba proponuję chorał gregoriański.

Piotr Pisera

W niezgodzie ze znawcami

Przykro mi, że nie mogę zgodzić się z Wybitnymi Znawcami Muzyki. "Droga" to płyta REWELACYJNA. Wiem, jestem muzycznym ignorantem, na poezji się nie znam... Ale zdania nie zmienię.

Płyta jest muzycznie prostsza, to prawda - ale przyznam, że "Duch" mnie bardzo męczył, trochę za bardzo... Jak przeczytałem, że Budzy przeżywał wtedy okres fascynacji Bartokiem to poczułem się usprawiedliwiony - ja nie przeżywałem.

Jestem katolikiem, i nie mam nic przeciwko treściom religijnym w muzyce rockowej, ale "Duch" był zbyt pompatyczny religijnie, zbyt... oczywisty (?) w swej pasji ewangelizacji.

"Droga" jest całkiem inna - muzycznie komunikatywna, wręcz przebojowa (czy to zbrodnia !?) - słucham jej i słucham i mnie nie męczy, ale uskrzydla. Teksty natomiast powaliły mnie na kolana - Budzy jest tylko ociupinkę starszy ode mnie, więc jego wspomnienia z dzieciństwa są moimi - i ten powrót do czasów gdy byłem niewinny jest jak balsam na zmęczoną (sobą i światem) duszę. Natomiast przekaz religijny połączył się z resztą tekstu, stał się integralną częścią Armii, Budzego... Dla mnie jest to przekonujące - takich teksty nie pisze neofita - takie teksty piszę człowiek wierzący i żyjący wiarą. Po prostu.

Cóż rzec więcej ? Bóg zapłać za Drogę!!!

krzyH nawratek

Tylko Rock, nr 7(95), lipiec 1999

Tak się jakoś składa, że nowa płyta Armii, mimo że logicznie wynika z Triodante i Ducha, to bliższa jest jednak klimatom niezapomnianej Legendy - płyty już należącej do kanonu krajowego rocka, nagranej w 1991 roku. Wszystko dlatego, że znów w Armii nadszedł czas na pewne złagodzenie brzmienia. Z jednej strony mamy tu ostre, motoryczne granie z ciężką, heavymetalową gitarą Popcorna, a z drugiej pełen łagodności śpiew Budzyńskiego. Chyba zresztą brzmiący jak nigdy dotąd. Niemal radosny - o ile można w stosunku do muzyki Armii używać tego określenia. A gdy dodamy do tego jeszcze osobliwe, tak charakterystyczne brzmienie waltorni Banana, robi się z tego całkiem "miła" dla mniej odpornych na hałas uszu. Ale spokojnie, wszyscy armijni zwolennicy będą zadowoleni. Armia to wciąż Armia, choć ze składu, który nagrywał Legendę pozostali tylko Tomek Budzyński i Banan.

Droga zaczyna się od ciężkiego, typowego dla Armii riffu gitary. Ten Dom przy moście z pobrzmiewającym później "wesołym" solem gitary i delikatnie "dudniącym" Bananem (szczególnie w środku utworu) łagodnie wprowadza nas w nieco dziwny, niemal baśniowy nastrój całości. Zresztą nastepny numer to... W krainie smoków - z fajnie metalowym riffem, "podbitym" na dodatek o brzmienie waltorni. Jestem smutny to znów ostry riff, gęsto grająca gitara i... jak gdyby nigdy nic, łagodny śpiew Budzyńskiego. Szef Armii w uroczy sposób operuje głosem, z łatwością przechodzi do innego rytmu i innej tonacji. A do tego jeszcze ten okrzyk: hej! A Wspaniała nowina - to już taki walczyk. Kapitalne połączenie ciężkiego rytmu z "roztańczonym" śpiewem. Dochodzi do tego jeszcze dziwne zakończenie z tymi wszystkimi dzwonkami i melodią graną przez osamotnioną waltornię. A tak przy okazji: trudno byłoby wyobrazić sobie Armię, nie tylko bez Budzyńskiego, ale też i bez Banana, częściej... grającego z Kazikiem Staszewskim w Kulcie. Szczególnie, że Banan swobodnie gra tu również na instrumentach klawiszowych i flecie. Słychać to choćby w Adwencie (muzyka Lisy Gerrard i Brendana Perry'ego z Dead Can Dance), w którym to właśnie flet z klawisza wprowadza osobliwy, mocno mroczny klimat i w Buraki, kapusta i sól, gdzie krótkie solo fletu (to już jest raczej - jak napisano w książęczce - flet z samopluja) sprawia, że połączenie gitarowego hałasu z brzmieniową subtelnością w muzyce Armii robi jak najlepsze wrażenie.

Co jeszcze? W Radio NRD mamy na koniec niemal kraftwerowskie smaczki z okresu Radio Acitivity! Te imitowane przez gitarę fale radiowe... Delikatniejszy od innych okazuje się Kfinto. Jest czadowy jak większość rzeczy na Drodze, Nino Łeno, w którym Budzyński w fajny sposób synkopuje sobie w refrenie. Najduchy i ćmy to niemal sabbathowy riff. Fajnie zresztą progresyjny. Mamy tu też delikatne brzmienie fletu (wszystko jedno czy z klawisza, czy nie...) i ostrą siekaninę siekaninę gitary. Jest jeszcze dość zabawny, niemal "sielski" Parowóz numer osiem. Za to Jezus Chrystus jest Panem to ostry, wręcz... deathmetalowy podkład. Ale też jest to utwór, który spokojnie można by śpiewać niczym psalm w kościele. Oczywiście a capella... W sumie to jednak dość dziwna kompozycja, nie dość, że na koniec pojawia się coś z bigbeatu (z charakterystycznymi odpowiedziami gitary na kolejne wersy Budzyńskiego), to całośc jeszcze wieńczy delikatna, ocierająca się o muzykę filmową instrumentalna coda.

Nie było jeszcze nic o tekstach. Tomek Budzyński przyzwyczaił nas do tego, że na swój armijny sposób śpiewa własną poezję. Nie podejmuję się jej tu oceniać.

Grzesiek Kszczotek

Źródło: Tylko Rock, nr 7 (95) lipiec 1999, s.53.

RUaH, nr 7/99

Każda płyta ARMII jest wydarzeniem. Tak jest i w przypadku najnowszej produkcji. Wielu z tych, którzy mieli okazję jej wysłuchać, uważa ją za najlepszą płytę zespołu (ciekawszą nawet od znakomitego ostatniego materiału - "Ducha"). Najnowszy materiał czasami stylistycznie nawiązuje do najbardziej znanej płyty grupy - "Legendy", która już na trwałe weszła do kanonu polskiego rocka, czasami słychać echa "Triodante" - najbardziej niedocenionej produkcji zespołu. "Droga" - bo tak nazywa się najnowszy program (nawiązanie do drogi neokatechumenalnej, na której trwają członkowie zespołu?) - nagrana została na początku bieżącego roku.

Ostre metalowe riffy gitarowe Popcorna powodują, że materiał brzmi naprawdę bardzo konkretnie. Na perkusjigra świetnie radząca sobie z bębnami Beata Kozak - związana także z poznańskim zespołem SYNDICATE (dotychczasowy perkusista Piotr Stopa Żyżelewicz związał się z VOO VOO). Na basie również nowa twarz - dr Kmieta, grający od pewnego czasu z TYMOTEUSZEM.

Największe wrażenie robi chyba piosenka "Adwent". Dreszcze. I pomyśleć, że bardziej dostojnie zagrać mogą chyba tylko jedynie aniołowie "z krwii i kości". Poczekamy, usłyszymy.

Płyta totalnie zaskakuje. Kolorowa lotnicza okładka, enerdowskie teksty, medytująca Bromba, gitary rozpoczynające "Buraki", zakopiańska "Wspaniała nowina", łojenie w piosence "Jezus Chrystus jest Panem" (znane z koncertów, ale teraz naprawdę wciskające w krzesło) i TOP QUALITY... A myśmy się spodziewali...

Chwała Bogu, jest inaczej niż zwykle. Bóg posłużył się głupim, zacofanym NRD - zniżył się do naszego poziomu. Dlatego płyta jest "Muzyką dla Dziaduff". Zadowoleni z siebie niczego nie zrozumieją - zatrzymają się jedynie na muzyce (a jest na czym się zatrzymać!). Można jednak wejść głębiej. Dziękuję Bogu.

Marcin Jakiś mowicz

Źródło: RUah, nr 7/99.
Nadesłała: Mysza.

XL

Piąta płyta Armii jest jednocześnie pierwszą, która przełamała muzyczne bariery. Po komercyjnym wręcz sukcesie "Legendy" zespół nie potrafił przeskoczyć wysoko postawionej poprzeczki. Płyty "Triodante" i "Duch" były ciekawe, doskonale zagrane, niebanalne ale... przepadły nie zostawiając śladu. Czegoś brakowało.

Najnowszy krążek kontynuuje pomysły rozpoczęte na poprzedniej płycie - jest masywna gra nowej sekcji rytmicznej (Beata Kozak - bębny i Dr. Kmieta - bas), jest gitarowy mur Popcorna oraz duety waltorni i wokalu. Po raz pierwszy pojawił się element niespotykany na wcześniejszych wydawnictwach. Nowe piosenki niosą ze sobą niesamowitą melodyjność. W wielu miejscach thrashowa motoryka ustępuje psychodelicznym pochodom gitar, pojawia się mnóstwo przeszkadzajek. Drobnym mankamentem "Drogi" są teksty - w większej części niezrozumiałe dla młodszego odbiorcy.

Arek Lerch

Źródło: XL.
Nadesłał: Piotr Bryłka.

Gazeta Łódzka: Koniec świata

Płyta. Najważniejszy jest tekst

Przesłanie najnowszego albumu zespołu Armia nie nastraja optymistycznie.

Warszawska formacja pojawiła się pod koniec lat 80. Początkowo lider -wokalista Tomasz Budzyński zafascynowany był motywami indiańskimi i rycerskimi. Pozostawał również pod wpływem new age. Zawsze jednak opowiadał się po stronie prawdy i propagował szlachetne idee. W końcu dokonała się w nim duchowa przemiana. Budzyński stał się gorliwym chrześcijaninem, co szczególnie było widoczne na płycie "Duch".

Smak herbaty

Niedawno w sklepach muzycznych pojawił się najnowszy album Armii. Na płytę "Droga" trzeba było czekać aż dwa lata, dlatego że teksty wokalisty powstają bardzo długo. - Nie potrafię pisać na zamówienie - wyjawia sam zainteresowany. - Zazwyczaj powstanie nowych wierszy zajmuje mi jakieś dwa lata.

Okładka nowej płyty Armii na pierwszy rzut oka przypomina plakat z czasów okupacji. - Ten obrazek został zrobiony na podstawie rysunku z przedwojennej puszki od herbaty. Zresztą cała płyta ma nieco herbaciany smak - wyjaśnia lider.

Częściowo chyba z tego powodu, że grupa zmieniła skład. Do Budzyńskiego, Popkorna (gitary) i Banana (waltornia) doszli Beata Kozak (perkusja) i Dr Kmieta (bas). Wokalista nie widzi w tym nic dziwnego. Budzyński: W Armii co jakiś czas pojawiają się nowi ludzie. Dwóch muzyków odeszło z powodu układów międzyludzkich.

Wpływ na zmianę brzmienia krążka miał też sposób realizacji materiału. Perkusja została nagrana w innym studiu niż cała reszta. Chodziło o to, żeby "bębny mogły oddychać" i całość miała bardziej przestrzenny efekt.

Sytuacja nie do uratowania

Przesłanie "Drogi" Budzyński wyjaśnił "Gazecie" w sposób następujący: - Album jest spojrzeniem wstecz i dotyczy czasów przyjaznych człowiekowi. Stąd hasło we wkładce "muzyka dla dziaduff". Śpiewam o świecie, który umarł, a który był dla nas przyjazny. To, co się dzieje obecnie, jest dla mnie czymś okropnym. Samolot czy parowóz były wynalazkami na miarę ludzką. Obecne pomysły technologiczne bardziej szkodzą człowiekowi niż mu pomagają. Co gorsza, moim zdaniem sytuacja jest nie do uratowania.

Zespół przystępując do nagrania nowej płyty nie przyjmował żadnych założeń. Budzyński: - Zawsze gramy to, co w danej chwili się podoba. Zawsze nagrywamy wszystkie kompozycje. Kluczem doboru kompozycji jest tekst, a nie muzyka.

Na razie o albumie krążą skrajnie różne opinie. Budzyński: -Jedni uważają. że jest to najlepsza płyta Armii, inni uznają ją za jakieś dziwactwo. To samo było kiedyś z "Legendą".

O tym, jak jest naprawdę, proponuję przekonać się osobiście słuchając krążka "Droga".

KRZYSZTOF KOWALEWICZ Armia, "Droga", Ars Mundi 0017

Źródło: Gazeta Łódzka, lokalny dodatek do Gazety Wyborczej. Data bliżej nieznana, zaraz po wyjściu płyty.
Nadesłał: Piotr Bryłka.

Recenzja płyty "Droga" - od normalnego człowieka

Nigdy wcześniej nie miałem styczności z muzyka Armii. Dotąd słuchałem jedynie Hendrixa, Claptona itp. czyli głównie bluesa. Ceniłem zawsze Brygadę Kryzys, Tilt głównie za atmosferę wytworzoną przez muzyke w powiązaniu z tekstem.

Przez przypadek trafiło do mnie kilka utworów z płyty "Droga" Armii. Kiedy je usłyszałem, oszalałem .... Na drugi dzień zakupiłem płyty "Legenda", "Duch" i "Droga".

"Jestem smutny", "Dom przy moście", "W Krainie Smoków", "Radio NRD" jest to co najbardziej uderza i powala. "Jestem smutny" - dawno niesłyszałem, żeby ktoś tak genialne ukazał swoje uczucia - lęk przed chaosem świata. Projekcja dziecinnych snów - "W Krainie Smoków" - spotęgowana o rytm tączącego się walca trąbiącego co jakiś czas waltornią i opisujący rzeczywistość tekstem wokalisty - coś porażającego. "Dom przy moście" - znowu rytmiczne rify i smętna solówka snująca sie gdzieś w otchłani, krajobrazowość tego utworu, niczym z jakieś baśni tolkiena, ukazuje bogactwo intrpretacji tego co się widzi - dla mnie petrda powalająca z nóg:) "Radio NRD" - anarchistyczno-pacyfistyczna wymowa utworu, pełen optymizm, aż się chce żyć słysząc "...całe Niebo..." "...zbawienie za darmo..." itp :)

Nie będe sie rozpisywał, uważam, że płyta jest super i to w porównaniu nawet ze wcześniejszymi dziełami Armii, a jej ewangelizacyjne przesłanie jest jak najbardziej na miejscu i potrafi wielu ludzi nawet niewtajemniczonych zainteresować tematem. Przykładem takiego człowieka jestem ja sam - pod czym się podpisuje.

Bukowski

O recenzji Bodzia

Cześć, jestem Krzysiek. Czytałem Twoją recenzję "Drogi" i zgadzam się z nią w 80 procentach. Istotnie, zawirowania w składzie, jakże przykre (już się pogodziłem, ale nie było łatwo) na pewno wpłynęły na brzmienie, które nie jest już tak porażające jak to z "Ducha". Wtedy Armia sprawiła, że opadły szczęki nawet wymagającym recenzentom Brumu, którzy obsypali zespół nagrodami za rok 1998. Do Armii mam stosunek emocjonalno-sentymentalno-bezkrytyczny i nawet na Drodze staram się doszukać pozytywów: np.specyficzne poczucie humoru, tak właściwe osobowości Budzyńskiego, ta płyta jest po prostu najweselszą w dorobku zespołu (nawet piosenka o demonach - W krainie smoków - jest zaśpiewana w konwencji kołysanki przestrzegającej niegrzeczne dzieci przed krainą smoków, dla mnie jest to ironiczna odpowiedź dana wszystkim powtarzającym do znudzenia pogląd o ponurym kaznodziejstwie w tekstach piosenek "nowej Armii").

Miejscami brzmienie jest naprawdę potężne i wzbogacone dźwiękami, których w Armii jeszcze nie było. Na pewno nie ma tu rozmachu , jaki miał Duch, ale może nie miało go być, bo pojawić się miało brzmienie i teksty made in NRD?

Też oczekiwałem czegoś bardziej zawodowego, bardziej made in RFN, co można by pokazać znajomym i powiedzieć: posłuchaj no, jak teraz gra Armia! i być prawie pewnym głosów uznania. Tymczasem dostaliśmy coś co u ludzi nie chorych na Armię może wywołać niekiedy głupi uśmieszek lub wzruszenie ramion. Ufam, że na następnej płycie uda się połączyć NRD z RFN w jedne, solidne Niemcy.

Pozdrawiam z Krakowa - KrzysztoF FiołeK

Recenzja Smolenia

2000.02.10

W jakiś dziwny sposób, poprzez splot różnych okoliczności, zdarzyło się tak, że dopiero dwa dni temu przeczytałem recenzję ostatniej płyty Armii Droga. Mówiąc krótko i ustawiając w ten sposób ton mej wypowiedzi powiem: "Droga" jest mi droga - szczególnie w tych czasach. Należę do wymierającego powoli pokolenia gości, którzy zaczynali od Izraela, Dezertera, innych legend i poprzez ówczesną Armię skończyli na Acid Drinkers, Flap Jack etc. Obecnie zalewa nas przygniatająca fala techno-porno. Jest to znak naszych czasów.

Zgadzam się z Tomem Bombadilem, że ta płyta wraca do korzeni czasów, gdy zaczarowany ołówek znaczył zaczarowany ołówek a nie nic innego. (jestem trochę młodszy od Toma, ale to są również moje czasy właśnie)

Pierwszym utworem jaki usłyszałem z Drogi był: Dom przy moście. Usłyszałem go w III fali, gdy jeszcze występował w niej Piotr Klat w środowe wieczory. Rozwaliło mnie o stół w łeb i w mordę, przy kolacji-obiedzie po kolejnym solidnie przerobionym dniu w instytucji finansowej. Potem usłyszawszy w ostatniej chwili o koncercie Armii wybrałem się do Remontu w W-wie. Znów Dom przy moście mnie rozwalił o ściany Remontu. Potem kupiłem płytę, która mnie za pierwszym razem nie rozwaliła. Za drugim razem mnie oczarowała, za trzecim razem odjechałem.

Szczerze to uważam, że ta płyta jest płytą przebijającą Legendę. Bogu trzeba dziękować, że są tacy ludzie, którzy takie płyty jeszcze potrafią nagrywać.

Postępujšc zgodnie z zasadą De gustibus... pozostawiam bez komentarza inne stanowiska w tej sprawie. Bo to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że dane mi było i jest jak dotąd, słuchać tej płyty i cieszyć się nią jak dziecko. Ci którym ta płyta nienrawitsja, tracą więc to co ja mam - odczucie radosnej muzyki.

Smoleń


| Strona Armii > Prasa

pawsa+kdm.pl