Relację nadesłała OSTRA.
1 maja moja noga stanęła na krakowskiej ziemi. Jaki był tego powód? Nie co innego jak koncert Armii. Pomyślalam sobie, że co jak co, ale opuścic koncert, który się zapowiadał rewelacyjnie, to nie w moim stylu. Udało mi się "na stopa" dojechać do pięknego Krakowa razem z grupą moich znajomych, a na miejscu można było spotkać jeszcze kilku innych znajomych i ruszyliśmy na koncercik.
Miał się zacząć o 18.00, ale tradycyjnie się opóźnił (ja się już do tego przyzwyczaiłam). Zdziwiła mnie bardzo słaba frekwencja. Jak weszliśmy na salę okazało się, że większość ludzi siedzi sobie spokojnie na krzesełkach z tyłu, a pod barierkami było zupełnie pusto. To było troche niepodobne do koncertów Armii, ale cóż. Wkrótce na scenie pojawili się długo oczekiwani muzycy (nie będę wymieniać, bo wszyscy chyba wiedzą o kogo chodzi). Pod sceną zrobiło się trochę ciaśniej, ale nie jak w imadle. Koncert rozpoczął się ... Mocno zawrzało. Na to długo czekałam. Aż trudno mi opisać co się działo. Jeden numer za drugim brzmiały jak armia milionowego wojska polskiego ruszającego do boju. Zrobiła się cudowna ściana dźwięku (naglośnienie było rewelka) i z tej ściany wydobywały się kawałki z płyt: Armia, Legenda, Triodante, Duch, Droga (chyba wszystkie wymieniłam). Niektóre kawałki były zagrane jakby mocniej (z metalowym zabarwieniem - hm... miodzio), inne z kolei lżej - zagrane przez Budzego na akustyku (który mu później ktoś zakosił... LUDZIE ODDAJCIE!!!). Muza była po prostu total. Pod sceną nie za dużo publiki. Można było się spokojnie przemieszczać od barierek do kociołka. Przyznam, że to mi się bardzo podobało. Choć z drugiej strony tak mala liczba "armiofanów" nie była w stanie zaryczeć tak jak powinna (chodzi mi o ilość decybeli przy wydawaniu odgłosów publiki): oo oo... Ale to nie umniejszało temu koncertowi, który wartało by wpisać na listę najlepszych koncertów A.D. 2000. Co ciekawe, jak rozmawiałam z kilkoma ludźmi, to uważali podobnie jak ja.
Na koniec chciałam jeszcze napisać, że nie mogę się doczekać do kocertówki (ma już być na Song of Songs w Toruniu - tzn. 1 lipca). Po drugie: niech żałują wszyscy, którzy nie przyjechali na koncert do Krakowa. Po trzecie: miło było się spotkać na żywo z ludźmi znanymi dotąd tylko przez internet. I na koniec chciałam jeszcze dodać, że byłam jeszcze na koncercie Armii w Warszawie na terenie AWF (7.V) i choć też się cudownie bawiłam, to jednak to nie było to samo, co w Krakowie. Moim zdaniem koncerty Armii są dużo lepsze w klubach, a nie na powietrzu (w przeciwieństwie do koncertów 2Tm2,3) - chyba warto o tym pomyśleć organizując koncert.
Pozdrawiam Armię i fanów!
Relację nadesłał Marek.
Dnia 1 maja miałem niewątpliwą przyjemność uczestniczyć w koncercie grupy Armia w Krakowie. Skład i repertuar były chyba takie same jak na wystepach w Poznaniu i Katowicach, dlatego ciężko jest o tym występie powiedzieć coś nowego, oprócz tego, że był niezapomnianym przeżyciem. Zespół rozpoczął występ od covera "Nie Dotykając Ziemi", który przeszedł po kilkudziesięciu sekundach w "Wyludniacza". Grupa zagrała też największe stare hity, np. Niezwyciężonego, Aguirre, wywołujące wśród publiczności prawdziwe szaleństwo. Ogromne wrażenie zrobił też "Jezus Chrystus Jest Panem" zagrany z niesamowitym czadem. Koncert trwał ok. 2,5 godziny. Dowodem na to, że grupa ma nowych fanów, byla gromadka kilkuletnich dzieci, także bawiących się na koncercie. Niespodzianką było też wykonanie akustyczne kilku utworów, kiedy to Budzy grał na gitarze.
| Strona Armii > Koncerty |
Paweł Sałek, pawsa+kdm.plOstatnia aktualizacja: Sun 14 May 2000 10:24:13 PM CEST