Koncert Armii w Mega Club w Katowicach, 2000.04.30

Relację nadesłał Michał Badura. Relacja ukazała się w Metal Hammer nr 6/2000.

18:30. Dobiegłam. Chwytając za klakę u drzwi katowickiego Mega Clubu - raptem uspokoiłam się, bo przypomniałam sobie, że oprócz mnie, na świecie jest jeszcze kilka osób, które "spóźnialstwo" mają we krwi, a mianowicie: Budzy, Banan, Beata, Paweł, tajemnicza pani ze skrzypcami w dłoni oraz, mający największe problemy z punktualnością - Popcorn. Miałam rację. 18.35 - powoli scena o dość skromnych rozmiarach zaczyna wypełniać się... Armią, ale spokojnie - dziś tylko sześcioosobową. Swoją drogą, ciekawe, czy w czerwcu '85, publice zebranej w warszawskim klubie Hybrydy tez kazali czekać?

Pierwszymi dźwiękami (oprócz: "Witajcie!"), którymi muzycy nakarmili zniecierpliwioną publikę, była chyba jedyna perełka z płyty "Triodante" - "Wyludniacz". Potem Budzy opowiedział historię o swojej stodole czyli numer: "Pięknoręki", uzupełniony solówką Popcorna i dźwiękami Bananowej waltorni, zaraz potem "Bracia Bum" - przesycone cygańskimi rytmami. Niedługo trzeba było czekać na moment, kiedy ręce fanów, układać zaczęły się w symboliczne "A". Potem poleciały kolejno: punkowe "Radio NRD", przerywane chóralnym "hej, hej, hej", "Rush" plus "Miejsce Pod Słońcem", "Bóg Jest Miłością", i "Alinka". Wraz z tym jak rodziła się gorąca atmosfera - robiło się bardzo duszno (co w przypadku Mega Clubu nowością nie jest). Nie skąpiący uśmiechów Budzy wykorzystywał każdą wolną sekundę, by znikać w drzwiach prowadzących na dach w celu zaczerpnięcia świeżego powietrza. Po "Alince" przyszedł czas na "Opowieść zimową" oraz manifest Budzego pod hasłem: "Przywroćcie bary mleczne!". Przy kolejnym utworze: "Aguirre" - główka sama zaczynała trzepać włoskami. Potem kolejno: "Adwent", "Buraki, Kapusta i Sól" i "Pieśń Przygodna". "Łapaczy Wiatru" wokalista określił piosenką, która powstrzymała świat przed śmiercią. Ignorując zmęczenie, i wiecznie nie strojącą gitarę Budzego wykonali: "Jeżeli", "3 Bajki", "Niezwyciężony", "Dom Przy Moście", "Smoki", "Najduchy i Ćmy", "Niewidzialną Armię", "On Jest Tu" ze sztandarowymi słowami: wiara, nadzieja i miłość. Na koniec poleciał: "Jezus Jest Panem" oraz cover The Ramones...

Koncert zakończył się po około dwóch godzinach grania bez przerwy (tu duży ukłon w stronę kondycji zespołu). Potem jak zwykle były autografy, zdjęcia i rozmowy... Wszyscy zgromadzeni 30 kwietnia w katowickim Mega Clubie "poborowi", chcąc nie chcąc przyczynili się do powstania albumu live Armii. Co z tego wyjdzie - zobaczymy...

Ania Jachniewicz

P.S. Podziękowania dla Popcorna.


| Strona Armii > Koncerty |

Paweł Sałek, pawsa+kdm.pl